Bielany w zmowie z drogowcami: czy kierowcy przetrwają remont?
Sytuacja na bielańskich drogach staje się coraz poważniejsza. Zdarza się, że kierowcy, którzy z niecierpliwością oczekiwali na koniec remontów, będą musieli przygotować się na kolejne perturbacje. Tak, to nie żart – nadciąga epokowy finisz prac budowlanych na odcinku Wisłostrady, a drogowcy zamierzają zaserwować nam nową nawierzchnię. Nie da się ukryć, że weekendowy zgiełk będzie tylko przedsmakiem tego, co szykuje się w stolicy.
W piątek, 2 października, o godzinie 21:00 rozpocznie się prawdziwy maraton budowlany, który potrwa aż do poniedziałkowego poranka. Kierowcy kierujący swoje samochody w stronę Łomianek muszą być gotowi na chaos, powolną jazdę i nieprzewidziane opóźnienia. „Remont, remont i jeszcze raz remont” – zdaje się być niepisaną mantrą bielańskiej rzeczywistości.
Nie można zapominać, że Wisłostrada jest jedną z głównych arterii komunikacyjnych Warszawy. Jej zamknięcie to jednak nie tylko kłopot dla zmotoryzowanych. To również sprawa łącząca wszystkie aspekty życia mieszkańców Bielan. Codziennie setki ludzi przemieszcza się przez ten odcinek drogi, czy to w poszukiwaniu pracy, czy w drodze na zakupy. I oto rzeczą nieodzowną staje się pytanie: ile jeszcze takich „drogo-katastrof” musi znosić społeczeństwo, by władze zadbały o stały monitorowanie organizacji ruchu?
Patrząc na pośpiech drogowców, można zadać sobie pytanie: na co czekają? Nieprzerwanie przeciągające się remonty przypominają grę w ruletkę. Z każdego dnia zamkniętej drogi, z każdej minuty stania w korku, wyłania się poczucie bezsilności. Miejmy nadzieję, że doczekamy się w końcu czegoś więcej niż tylko wymiany asfaltu – być może nowego sposobu myślenia o urbanistyce stolicy.
Jedno jest pewne: bielańskie odcinki będą na czołowej linii frontu zmian. Ciekawe, jak kierowcy poradzą sobie z nadchodzącą rzeczywistością. A może znowu wszyscy będziemy musieli przestawić się na rowery i piesze wędrówki, czekając na lepsze czasy, kiedy drogi przestaną być polem bitewnym dla mieszkańców Warszawy?
— R.M.

