Skandal w stolicy! Sanitariusz z warszawskiego szpitala aresztowany z ogromną ilością narkotyków – co jeszcze skrywa jego mroczna tajemnica?

Sanitariusz z narkotykami – szpitalny dramat w stolicy

Warszawskie szpitale nieustannie borykają się z brakiem kadry. Jednak czy można pozwolić sobie na zatrudnianie ludzi będących pod wpływem? O to pytanie, które staje się palącym problemem, po zatrzymaniu sanitariusza w jednym z warszawskich szpitali. Policja, działając na podstawie informacji o możliwości pracy mężczyzny po odurzeniu, w końcu zdecydowała się na ujęcie go w momencie, gdy jego dyżur dobiegł końca.

To, co odkryto podczas tego akcji, przekroczyło najśmielsze oczekiwania. Testy wykazały nie tylko obecność THC – substancji czynnej marihuany – ale także kokainy oraz ponad promil alkoholu we wydychanym powietrzu. Można tylko domyślać się, co czuły osoby, które były pod jego opieką. Gdyby nie czujność policji, to mężczyzna mógłby kontynuować swoją pracę, a pacjenci? Cóż, ich zdrowie stawałoby się niepewne.

Nie poprzestano na zatrzymaniu. Specjalna grupa z Wydziału Kryminalnego, specjalizująca się w przestępczości narkotykowej, wzięła na celownik mieszkanie mężczyzny. Obserwacja ujawniła, że podejrzany miał co nieco do ukrycia. W swoim domu schował kilogramy problemu: ponad 26 gramów marihuany, 22 gramy haszyszu oraz gotówkę, która może posłużyć jako zabezpieczenie przyszłych kar. Całość szacuje się na kwotę około 15 tysięcy złotych. Zaskakująco dużo, biorąc pod uwagę, jakie zagrożenie niosły te substancje, zwłaszcza w rękach pracownika medycznego.

Działanie prokuratury nie kazało na siebie długo czekać. Mężczyźnie postawiono zarzut posiadania znacznej ilości środków odurzających, a środek zapobiegawczy w formie dozoru policyjnego wymaga od niego stawiennictwa cztery razy w tygodniu. Należy zastanowić się, czy taki wymiar sprawiedliwości jest wystarczający. Jak w dobie substancji odurzających, ciężko jest zdefiniować granicę. Czy karanie „w dozoru” w przypadku sanitariusza to wystarczający krok ku prawdzie i sprawiedliwości?

Śledztwo wciąż trwa, policja stara się ustalić źródło pochodzenia narkotyków oraz zbadać ewentualne zaangażowanie innych osób w sprawę. Jedno jest pewne: każde opóźnienie tego procesu może wiązać się z kolejnymi zagrożeniami zdrowotnymi. Warto zadać sobie pytanie: kto jeszcze pracuje, będąc pod wpływem? Warszawa czeka na odpowiedzi, czas na ruch ze strony instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo pacjentów.

— R.M.