Daniel Dymiński, który od ponad trzech lat podejmuje wysiłki w poszukiwaniu swojego zaginionego syna, natrafił w Wiśle na ciało młodej osoby. Mężczyzna jest przekonany, że to może być 13-letnia Roksana Jurczyszyn, zaginiona od 10 października.
Dymiński twierdzi, że przy zwłokach znajdowały się przedmioty, które mogą potwierdzić tożsamość dziewczynki. Jak wynika z jego relacji, to właśnie te znaki wzbudziły jego uwagę i skłoniły do działania.
Sprawa jest dość kontrowersyjna, a instytucje ścigania i służby mają jeszcze wiele do ustalenia w tej zagadkowej sprawie. Pozostaje zatem pytanie, jak potoczą się dalsze wydarzenia oraz jakie informacje dostarczą odpowiednie badania i analizy.
— R.M.

