Czy Park Korotyńskiego wkrótce zyska nowe latarnie? Oto, co może zaskoczyć mieszkańców!

Rządzić czy bawić się w rządzenie? Oto jest pytanie

Nasza rzeczywistość na Ochocie przypomina nieco dziecinny plac zabaw, gdzie zamiast poważnych rządów mamy do czynienia z bezustanną zabawą w rządzenie. Burmistrz, któremu zdaje się, że ma na koncie więcej fotek z otwarć niż realnych osiągnięć, z dnia na dzień staje się swoistą gwiazdą lokalnego Facebooka. Lecz czy w tej szopce, w której promocja często przyćmiewa rzeczywiste problemy mieszkańców, jest miejsce na prawdziwe sprawy? Raczej nie, ale za to na laurki zawsze znajdzie się czas.

Wydział promocji pracuje jak szwajcarski zegarek, komunikując to i owo na fanpage’u, a my – mieszkańcy – przyglądamy się temu z niedowierzaniem. Otwarcia kolejnego, nic nieznaczącego skwerku, wizyty u lokalnych artystów czy piękne fotki z radośnie buzującymi mieszkańcami – to wszystko rozmywa obraz prawdziwych wyzwań, z jakimi mierzymy się na co dzień.

Miało być tak pięknie, a tymczasem drugi rok walczymy o doświetlenie Parku Korotyńskiego. Problem, który dla wielu zdaje się drobny, w rzeczywistości staje się poważnym zagrożeniem. Szybko zapadający zmrok, a my w ciemnościach przemykamy wzdłuż tajemniczych kikutów, które niczym groteskowe figury stają na naszej drodze. Można by się poczuć jak w jakimś dreszczowcu – tyle że to nie film, a nasza rzeczywistość. I tak, zamiast świecenia nowych lamp, wciąż jesteśmy świadkami tego samego chaosu, a obietnice włodarzy przypominają cyklirowane gadanie.

W miarę jak zbliża się jesień, a zmrok zapada coraz szybciej, ludzie powoli zaczynają się przyzwyczajać do niepewności. Dystans do domu wydaje się znacznie dłuższy, kiedy w głowie zamiast rozmyślań o zagrożeniach, tli się lęk. I tak stawiamy pytanie – ile jeszcze będziemy czekać na rzetelne, konkretne działania? Aż rozprują się obawy dotyczące rurowych kikutów, które powoli przestają być tylko dekoracją, a stają się realnym zagrożeniem?

Pora, aby burmistrz i jego zastępcy w końcu wzięli się do roboty. Więcej rządzenia, mniej bawiącego się w rządzenie. Zamiast promocyjnych laurków, oczekujemy konkretów, które znów uczynią naszą dzielnicę bezpiecznym miejscem do życia. Czy to tak wiele? Miejmy nadzieję, że tak.

— R.M.