XXIX sesja Rady Dzielnicy w kluczowych tematach lokalnych

Radni pod obstrzałem: Zamiast działań – marazm i beznadzieja

Z opóźnieniem opisuję jedno z wielu spotkań radnych, które przypominało bardziej wesołe miasteczko niż poważną debatę. Jak maszynki, przegłosowali, co zaproponowała wszechwładna administracja z UD Ochota, a nad nimi nieustannie czuwał Ratusz Warszawski. Po długiej przerwie, którą spowodowały perturbacje w składzie Zarządu Dzielnicy, miałem nadzieję na jakieś sensowne mianowanie. Jednak widać uznano, że nie było, z czego świętować.

Przystąpiono do procedowania projektów budżetowych, które znużyły mnie na samą myśl. Przecież jeszcze niedawno mieliśmy do czynienia z ogłoszeniem o największym dofinansowaniu budżetowym Dzielnicy Ochota od lat. Ale na co właściwie ta kasa poszła? Gdzie są inwestycje, które miały przynieść nam dobrobyt? Te, które zostały zapoczątkowane przez poprzedników, z trudem dokończono, przywdziewając zaszczyty niczym płaszcz. A co z obiecanym zadaszeniem Zieleniaka? Można by pomyśleć, że to projekt na wieczność.

Obywateli kuszono konsultacjami społecznymi na temat rewitalizacji podwórek, ale jak się okazuje – to tylko puste słowa. Na ulicy Pawińskiego czeka się na realizację, a po trzech rozmożonych konsultacjach nie widać efektów. Z kolei w terenie dawnego Zastępczego Bazaru Banacha obiecany plac zabaw to wciąż projekt w sferze marzeń. Zamiast tego mamy publiczno-prywatny parking dla „zasłużonych” kierowców i nielegalne schronienie dla szczurów. Co dalej?

Czy radni są ślepi na to, że pawilony handlowe pustoszeją? Nieśmiało pytają główną księgową, dlaczego dochody maleją – to przypomina mi odwieczny problem, z którym borykamy się od 2013 roku. Trwa nieustanna śpiewka o strukturalnych problemach z pawilonami na Dickensa, ale czy ktoś w końcu zdecyduje się na konkretne działania?

Warto przypomnieć, że Park Malickiego już dawno został przygotowany przez poprzedników. Obecną władzę nie zadowala jednak realizacja starych projektów; wolą podnieść ceny i obiecać efekty, które w rzeczywistości nie są takie pewne. Jeśli wszystko ma być robione po to, by zyskali przychylność wyborców, to pozostaje pytanie – czy mieszkańcy są tak naiwni, czy od lat już znają ten szwindel?

W trakcie sesji usłyszałem również echo słów pana Jarząbka, który w zachwycie overhype’ował burmistrza, jakby był postacią z drugiego planu w filmie „Miś”. Burmistrz zauważył, że trzeba jednak przygotować pieniądze na remont oświetlenia w Parku Forty Korotyńskiego. Naprawdę? Cud! Po dwóch latach ignorowania spraw mieszkańców mamy do czynienia z odświeżonym retorycznym popisem, w którym nikt nie ma odwagi zapytać: a dlaczego tak późno?

Opozycja zrezygnowana, w mniejszości, stara się stawiać opór. Ale jakaż to walka, kiedy ci, którzy wszystko rozsprzedali, teraz obiecują – i to jeszcze z przekonaniem, że po Październiku wszystko wróci do normy. Rozczarowanie i frustracja wśród mieszkańców sięgają zenitu, a w obozie władzy czai się cicha zgoda na status quo. Tak długo, jak to politycznie się opłaca, nasza dzielnica stoi w martwym punkcie, niczym sparaliżowane miasto po katastrofie.

Podejmowanie decyzji o skupieniu się na Parku Wielkopolskim, gdzie żyje jedynie setka rodzin, a z pominięciem parków, które obsługują tysiące, jest szczytem ignorancji. Ludzie, którzy uwłaszczyli się w czasach komuny, wolą zachować swoje ciche enklawy, nie myśląc o sportowym rozwoju dzielnicy. Zamiast działań mamy tylko obietnice i chaos. Nadszedł czas na zmiany, ale w takim składzie, w jakim obecnie funkcjonuje Rada, nie ma mowy o przyszłości, którą każdy obywatel powinien rozumieć jako inwestycję w jakość życia.

— R.M.