Dlaczego Warszawa tonie w chaosie drogowym? Zmarnowane dwa lata
Już niemal dwa lata minęły, odkąd skrzyżowanie Grójecka, Banacha i Bitwy Warszawskiej zostało skazane na tymczasową organizację ruchu. I co z tego wyszło? Niewiele. Obietnice o poprawie komunikacji między Mokotowem a Dworcem Zachodnim okazały się pustymi frazami. W tym czasie mieszkańcy zmagają się z korkami, które wdzierają się w ich codzienność, a władze lokalne, niczym jak klasowy błazen, wciąż huczą o postępach, które w rzeczywistości nie istnieją.
Rzeczywistość jest brutalna: skrzyżowanie, które teoretycznie miało uprościć życie, jeszcze bardziej je skomplikowało. Bitwy Warszawskiej i Grójecka zostały zawężone, a w skutkach powstały jedynie nowe kłopoty dla kierowców. Tylko nieliczne zmiany, które ujrzały światło dzienne, można wrzucić do mitycznego bilansu inwestycji, który staje się narzędziem w kampaniach wyborczych. Przykłady są jasne: neomarketingowe hasła o wspaniałym rozwoju społeczno-gospodarczym, które mają nas przekonać, że władze niezłomnie pracują na naszą korzyść.
Nie da się jednak pominąć jednego kluczowego faktu: prawo skrętu w Banacha jest nieczynne, co tylko podsyca wrażenie, że coś tu jest nie tak. Istnieje wrażenie, że to celowe działanie mające na celu maksymalne utrudnienie poruszania się po mieście. Można zapytać, gdzie są w końcu ci prawdziwi budowlańcy, których rzemiosło opiera się na przyzwoitości i odpowiedzialności zawodowej? I dlaczego mam wrażenie, że obecna ekipa nie potrafi zaspokoić chociażby podstawowych standardów?
Główny Inżynier Ruchu kiedykolwiek był do zmiany? Przykłady z przeszłości, choć pełne kontrowersji, były jednak próbą w miarę systematycznego zarządzania. Kiedyś trzymano w ryzach sytuację podobną do balansu w firmie. Teraz? Chaos gotowy do przyjęcia każdego, kto wszedłby do urzędniczej bańki głupoty. Odpowiedzialność rozmywa się jak wodnisty budyń, a w tej frakcji za bałagan odpowiadają Michał Lejk, Tomas Dombi, Łukasz Puchalski, Mikołaj Pieńkos oraz Tomasz Mencina.
Nie zrozumcie mnie źle; dobrze znam ich z czasów, gdy Warszawski Transport Miejski i Zarząd Dróg Miejskich pełniły zdecydowane funkcje. Niestety, od 2017 roku polityka miasta stała się bardziej chaotyczna, co chyba nie wymaga szczególnej ilustracji. Otóż rozdrabniający się system sprawił, że nikt za nic nie ponosi odpowiedzialności. W miastach, które aspirują do miana nowoczesnych, nie można pozostawić mieszkańców w tanich obietnicach i mieszance nieprzemyślanych decyzji, które jedynie generują stres i frustrację.
Wracając do inżynierów, których tak mocno krytykowałem — czasami to, co wydaje się lepsze, wcale takie nie jest. Czas, by miasto wzięło się w garść, zanim chaos pokona nie tylko drogi, ale też naszą zdolność do codziennego, normalnego życia. Walczmy o porządek, nie o wybory.
— R.M.

