Rozbudowa Bohaterów Września ruszyła

Miasto – Mekką Czynów i Złudzeń

Wielkie miasta, z ich betonozaurem, pociągają jak magnes. I nic dziwnego. Stają się jakby nową Meką, miejscem, w którym każdy pragnie znaleźć swoje szczęście. Ludzie zjeżdżają się, biorą kredyty na kilkadziesiąt lat, sprzedają ojcowiznę, a wszystko w imię marzenia o własnym kawałku podłogi „w idealnej okolicy”. Kosztuje to jednak równocześnie nadzieję i sens życia.

Najgorsze jest to, że coraz większa liczba deweloperów, niczym wróżbici na jarmarku, sprzedaje iluzję. Manipulują swoimi klientami jak marionetkami, wmawiając im, że będą wyjątkowi jak królowie nocy. Tymczasem rzeczywistość jest brutalna: cichy kącik zakupu przeradza się w spacerniak otoczony betonem i ścianami sąsiadów. Dzwoni telefon, ktoś kolejny narzeka, że maluje ściany na radosny kolor, który nagle wymyślił. To wszystko dzieje się wśród urokliwych blasków nadchodzącego zachodu słońca, które pada na wąskie uliczki pełne zgiełku. Cóż, pod tym wyglądem kryje się pęd do życia, który nazywamy nowoczesnym.

Skrzynka z pocztą pełna reklam zachęcających do zakupu mieszkań gęsto otoczonych innymi „gęstwami” architektonicznymi; hałas sygnalizujący nadchodzący tłok, chaos komunikacyjny, smród spalin — to wszystko przynosi ze sobą nowy styl życia. Co więcej, „przyjaźni” sąsiedzi, zamiast wspólnoty, tworzą festiwal obcości. Nie znają się, nie rozmawiają, każda interakcja kończy się wyścigiem do następnego petu. A po kilku latach sięgania po złudzenia i wygód, często w głowach pojawia się myśl o powrocie na spokojną prowincję, gdzie powietrze oddechem staje się świeży, a sąsiedzi kojarzą się z uśmiechem, a nie skulonym spojrzeniem zza firanek.

W miastach władze wydają pozwolenia na każdym kroku. Gdzie jest przestrzeń dla mieszkańców? Gdzie parki, szkoły, miejsca, które są prawdziwym tłem dla codzienności? W ich miejsce powstają bloki, które w naszej rzeczywistości stają się jedynie kurzem wzbudzonym przez codzienny hałas. Na coraz bardziej troskliwych oddechach zmęczenia, w myśl zasady: „siedzimy na gałęzi, a my ją piłujemy”, rodzi się zapotrzebowanie na inżynierię społeczną, której w naszych miastach zdecydowanie brakuje.

Jeszcze chwilę, a miasta staną się bastionami cwaniaków, pasibrzuchów i marzycieli, którzy mają w kieszeniach jedynie puste obietnice. I tak, póki co, Ochota zmaga się z zagęszczeniem, na które wręcz chemicznie reagują „artystyczne” pomniki, przysłonięte przez betonowe mury. Za kilka lat człowiek na ulicy zada sobie pytanie: czy to miejsce wciąż nosi miano „domu”?

Współczesne miasta, w których chciwość i niemożność przewidzenia skutków działań rządzi bytem, tylko czekają na swoje opustoszenie. W końcu, gdy ci, którzy umieją oszukiwać, zarobią krocie, zapłacą za to ci, którzy jeszcze zdołają żyć, podczas gdy reszta jedynie kręci się w spirali snu o lepszej przyszłości.

A może w końcu, zamiast kolejnych estradowych rzeźb w parkach, władze miasta pomyślą o rekonstrukcji kanałów, odnowieniu publicznych przestrzeni? Czas skończyć z cieplarnianymi mrzonkami i skoncentrować się na realnych wyzwaniach. W przeciwnym razie, każda ulica, każdy blok mogą stać się jedynie kolejnym wspomnieniem zapomnianego, prawdziwego miasta.

— R.M.